Wybierz kontynent

Mieczysław Jałowiecki – powrót na Westerplatte

Mieczysław Jałowiecki (1876–1962) – ziemianin, dyplomata, publicysta. W latach 1919–1920 delegat Polski w Wolnym Mieście Gdańsku. W czasie swej misji przez podstawione osoby wykupił tereny Westerplatte na rzecz państwa polskiego. Zmarł w zapomnieniu na emigracji w Beckenham w hrabstwie Kent. Odnalezienie w 2022 roku grobu Mieczysława Jałowieckiego na cmentarzu Crystal Palace spowodowało przywrócenie o nim pamięci w przestrzeni publicznej i powrót do Polski.

Urodził się 2 grudnia 1876 roku w Syłgudyszkach na Litwie Zmarł w zapomnieniu na emigracji w Beckenham w hrabstwie Kent. Odnalezienie w 2022 roku grobu Mieczysława Jałowieckiego na cmentarzu Crystal Palace spowodowało przywrócenie o nim pamięci w przestrzeni publicznej i powrót do Polski.

Przesyłka z Leningradu

W międzywojennej Polsce w miejscowości Stołpce w województwie nowogródzkim znajdowała się graniczna stacja kolejowa. Na wschód od niej zaczynał się już Związek Sowiecki. To do tej stacji w roku 1925, w Dzień Zwiastowania Pańskiego, czyli 25 marca, dotarł transport z nietypowym ładunkiem. Ładunek ów przeniesiono do polskiego pociągu i wyekspediowano dalej do Baranowicz. Tam przesyłka została podzielona pomiędzy Wilno i Warszawę.

A ładunkiem tym były 22 trumny ze szczątkami zasłużonych Polaków zmarłych w Piotrogrodzie (Leningradzie) w trakcie I wojny światowej oraz rewolucji bolszewickiej. Wśród nich zwłoki inżyniera Stanisława Glezmera, prawnika Lubomira Dymszy, przemysłowca Władysława Żukowskiego, czy też Marii Kierbedziowej, wdowy po słynnym budowniczym mostów. Tą drogą dotarły również trumny z ciałami małżonków Bolesława i Anieli Jałowieckich. Ówczesna prasa o Bolesławie tak pisała: „skutecznie poświęcał całe swe życie szerzeniu światła, dobrobytu i obrony polskości na Litwie”.

Bolesław za swego życia był ziemianinem i przedsiębiorcą zarazem. Jego dobra Syłgudyszki w ówczesnym powiecie święciańskim służyły za przykład kultury rolnej i hodowlanej. Jako przedsiębiorca zyskał w Imperium Rosyjskim miano króla kolei wąskotorowej. Udzielał się też w polityce jako poseł do Dumy Rosyjskiej. Pracował społecznie w rozmaitych organizacjach polskich w Rosji.

Aniela – z domu Witkiewicz – żona Bolesława, polska działaczka społeczna i kulturalna, była przy okazji siostrą słynnego architekta, twórcy i propagatora stylu zakopiańskiego Stanisława Witkiewicza.

 

Katakumby na Rossie

W końcu marca 1925 r. ich zwłoki zostały złożone do katakumb na Rossie. Odprowadzane przez trójkę dzieci, to jest syna Mieczysława, byłego marszałka szlachty powiatu święciańskiego, a po odzyskaniu niepodległości delegata Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, także dwie córki Jadwigę, wdowę po wzwyż wymienionym Władysławie Żukowskim, a wówczas już żonę generała brygady Józefa Lipkowskiego oraz Anielę, zamężną za Tadeuszem Beliną, ziemianinem i posłem na Sejm.

Ponieważ po 1922 roku Syłgudyszki znalazły się trwale w nowej Republice Litewskiej, przeto rodzina czekała na unormowanie sytuacji polsko-litewskiej i złożenie trumien w grobowcu rodzinnym. Tymczasem nowe władze znacjonalizowały majątek, a pałac przeznaczyły na szkołę. Stąd też małżonkowie Jałowieccy dotąd leżą na Rossie w sektorze 18 A, w skromnym grobie, pod dwoma kamieniami polnymi, na których napisy są dziś ledwie widoczne.

Mało kto dziś o nich pamięta. Jedyny pomnik jaki postawiono Bolesławowi Jałowieckiemu znajduje się w Łyntupach (dziś Białoruś). Został ufundowany… w 2007 roku.

 

Okolica Butkuny alias Pelisze

Członkowie tego zasłużonego rodu pojawili się po raz pierwszy w Wielkim Księstwie Litewskim w osobie Kazimierza Jałowieckiego, syna Kacpra, w roku 1693. Wówczas to ów Kazimierz wziął w zastaw od Jana Szweykowskiego zagony w okolicy szlacheckiej zwanej Butkuny w polu Pelisze w parafii Kupiszki w powiecie wiłkomierskim. Pole to stanowiło archaiczny okręg wojskowy i wiązało się z osobistym stawiennictwem na pospolitym ruszeniu. Tak Jałowiecki wtopił się w miejscową szlachtę – Peliskich, Butkiewiczów, Klimowiczów, Szeykowskich, Dydziuli, Ślizofów, Chrypcewiczów, Downarowiczów, Kontrymowiczów, Boniuszków i innych.

Kazimierz żenił się tu dwa razy. Wpierw z Katarzyną Szweykowską, następnie z Felicjanną Jaworowicz. Z pierwszego małżeństwa przyszedł na świat syn Jerzy, zaś z drugiego – kolejny syn Jan i 3 córki.

W 1705 r. Kazimierz wraz z drugą żoną nabył za 2.000 tynfów od Józefa Klimowicza i jego żony Marcjanny z Chrypcewiczów już na własność zabudowanie dworskie i gumienne oraz cztery części w Butkunach alias Peliszu obok gruntów Bartłomieja Boreyki, Hieronima Torczyłły, Karola, Jerzego i Stanisława Szweykowskich. Transakcja ta wywołała kontrakcję dwóch panien Klimowiczówien, sióstr rodzonych sprzedawcy. Rok później, tak nabywca, jak i sprzedawca, musieli solidarnie wypłacić odszkodowanie obu pannom w wysokości 300 złotych polskich.

 

Ujawniony testament

W 1710 r., w trakcie zawirowań związanych z wojną północną i toczącymi się walkami wojsk szwedzkich, rosyjskich, polskich i saskich, Kazimierz wraz z żoną spisał testament – prosząc o opiekę nad ich nieletnimi dziećmi Kazimierz Pawszę oraz Jerzego Montygierda-Łoybę. A gdyby na wypadek nikt z rodziny Jałowieckich nie przetrwał działań wojennych – zagony miały być przekazane dominikanom w Poławeniu.

Rok później Kazimierz i Felicjanna już nie żyli, skoro ich testament został ujawniony w grodzie wiłkomierskim przez Michała Dowmonta.

Starszy syn Jerzy po uzyskaniu dojrzałości wpierw zaciągnął się do wojska polskiego, gdzie doszedł do rangi rotmistrza. Po dymisji osiadł w Kurlandii, gdzie przyjął służbę na dworze Józefata hrabiego Sieberg zu Wischling. Jego potomkowie mieszkali w parafii Iłukszta, Spośród nich najsłynniejszym był prawnuk Jan Józef Jałowiecki (*1817 +1885), członek zakonu misjonarzy, wieloletni proboszcz parafii Krasław w Inflantach Polskich, kanonik honorowy mohylewski, a przy tym pisarz, poeta, malarz.

Młodszy syn Kazimierza – Jan – pozostał na majątku odziedziczonym po rodzicach w Butkunach alias Peliszu. Tu też rodziło się, żyło i umierało kilka dalszych pokoleń Jałowieckich. Podlegali pod parafię w Kupiszkach, aczkolwiek korzystali z posługi kapłańskiej w jej filii w pobliskich Szymańcach. Przy tym kościele szymańskim byli chowani po śmierci. 

Rodzinny rozdźwięk

Jan Jałowiecki, dziedzic na częściach w okolicy Butkuny alias Pelisze, z żony Marcybelli pozostawił 4 synów: Michała, Dominika, Felicjana i Kazimierza. Ponieważ dalszy podział zagonów byłby sprzeczny z logiką i ekonomią, zgodnie z wolą rodziców przywołaną w testamencie matki Marcybelii z 1776 r., na Butkunach ostał się tylko najmłodszy Kazimierz. Starsi bracia, po spłacie, mieli sobie znaleźć inny sposób utrzymania.

W ten oto sposób potomkowie starszych braci - Michała i Dominika - rozeszli się po całej Auksztocie i Żmudzi – osiedlili się w parafiach Owanty, Traszkuny, Remigoła, Subocz, Poniewież, Rogowo, Krakinów, Pacunele, Wobolniki. W większości jako dzierżawcy szczupłych gruntów. Jedynie w Ogińcach (par. Wobolniki) i w Dowgialiszkach (par. Traszkuny) udało im się nabyć nieco ziemi na własność. Żyją owi Jałowieccy i po dziś dzień na terenie dzisiejszych Polski i Litwy.

Tymczasem potomstwo braci młodszych – Felicjana i Kazimierza – awansowało ze szlachty drobnej do kręgów ziemiańsko-urzędniczych.

O Felicjanie niżej wspomnę. Co do zaś najmłodszego Kazimierza, który pozostał na Butkunach, ten ożeniwszy się z Eleonorą Dawkszą, spłodził syna również Felicjana. Tenże zaś Felicjan zaraz po III rozbiorze Polski poszedł na carską służbę państwową. Zaczynał jako niższy urzędnik w sądzie wiłkomierskim, a skończył jako poborca podatkowy powiatu upickiego. Wynagrodzenie za swą pracę inwestował w zakup majątków ziemskich. Dzięki temu ta linia Jałowieckich dziedziczyła na obszernych dobrach Prusakiszki w powiecie święciańskim, Jassany w wiłkomierskim i Duby w poniewieskim.

I w odróżnieniu od ubogich potomków Michała i Dominika, zasobni potomkowie Kazimierza pojawiają się we wspomnieniach Mieczysława Jałowieckiego.

 

Przywilej biskupi

Felicjan Jałowiecki, trzeci z synów Jana, zaczynał swą karierę w wojsku Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie doszedł do rangi chorążego. Dnia 4 października 1787 r. Ignacy Jakub Massalski, biskup wileński, w swym pałacu w Werkach nadał owemu chorążemu przywilej na dobra Widziszki wraz z dwoma zaściankami Sirupis i Żejzdrys w kluczu kukuciskim tegoż biskupstwa w pow. wiłkomierskim. Dobra te znajdowały się na obrzeżach Puszczy Łabonarskiej, wciśnięte pomiędzy malowniczymi jeziorami Ejsiaty i Ławmiesta.

Przywilej ten nadawał Jałowieckiemu prawo dożywotniego posiadania tychże dóbr i miał obejmować życie zarówno obdarowanego, jego żony oraz jednego z jego synów. Beneficjent był zobowiązany odprowadzać roczną niską rentę w wysokości 16 złotych polskich do dworu kukuciszkiego oraz wszelakie podatki państwowe. Dwa dni później dokument ten został potwierdzony przez Kapitułę Wileńską.

Czym Felicjan Jałowiecki zasłużył się dla biskupstwa wileńskiego, a prędzej dla samego biskupa – nie wiadomo. Synem, który miał w przyszłości objąć to dożywocie był starszy Dionizy. Jednak ostatecznie dobra te trafiły w ręce młodszego – Antoniego Onufrego. Tenże nie dość, że dokonał umiejętnego procesu prywatyzacji dożywocia na swoją korzyść, to jeszcze w 1829 roku wykupił kilka sąsiednich majątków kościelnych z klucza kukuciskiego – w tym i Syłgudyszki, które stały się teraz centrum dóbr.

Klucz kukuciski choć znajdował się do reformy administracyjnej 1843 roku w tym samym powiecie wiłkomierskim co i okolica Butkuny, to jednak był położony w odległości ponad 60 kilometrów na południowy wschód od owej okolicy.

 

Herb, ale jaki?

Proces potwierdzania praw szlacheckich w Imperium Rosyjskim został uruchomiony na mocy gramoty carycy Katarzyny II z 1786 roku. Proces ten objął całą szlachtę polską, która dostała się pod trzy kolejne rosyjskie zabory. Jałowieccy z okolicy Butkuny alias Pelisze przez wypadki związane z wojną północną oraz fakt zniszczenia części archiwum sądowego wiłkomierskiego nie posiadali zbyt wiele dokumentów dowodzących ich praw stanowych. Proces z pannami Klimowiczównami, testament Jana i Felicjanny, także testament Marcybelli – to wszystko musiało wystarczyć. Ale skąd się wzięli w powiecie wiłkomierskim, jaki ich herb?

Gdy w 1805 roku po raz pierwszy składali swe podanie do deputacji szlacheckiej guberni litewsko-wileńskiej powołali się na przedruk praw zwany Volumina Legum, gdzie w tomie 3 na stronie 35 pod rokiem 1611 występował Zachariasz Bożeniec-Jałowiecki, sekretarz i pisarz królewski, wyznaczony przez Sejm do lustracji królewszczyzn w województwach kijowskim, bracławskim i podolskim. Aplikanci wskazywali bez okazania dalszych dowodów, iż ten Zachariasz musiał być przodkiem Kacpra, którego to dalej Kacpra syn – Kazimierz – osiedlił się w biednej okolicy szlacheckiej Butkuny alias Pelisze.

W 1817 r. Jałowieccy złożyli korektę swego wniosku, która to korekta obejmowała również wszystkich potomków kurlandzkiej gałęzi rodu (po Jerzym Jałowieckim, synu Kazimierza). Tym razem oprócz wspomnienia o sekretarzu Zachariaszu pojawił się cytat z herbarza księdza Kacpra Niesieckiego – fragment o herbie zwanym Jełowicki (tom 2 wydania lwowskiego, na kartach 429-431) – „brama obozowa w polu czerwonem, nad bramą krzyż”. Sam Niesiecki wspomina, iż podobnego herbu używają kniaziowie Ogińscy i Puzyny. „Niektórzy do kniaziów Pereasławskich referują”, wszakże jest to jednak herb Jełowickich z Wołynia, przydomku Bożeniec. Po czym wymienia szereg przedstawicieli tego rodu, w tym i Zachariasza Jełowickiego (przy czym trzeba tu wiedzieć, że w Volumina Legum został błędnie on wydrukowany jako „Jałowiecki”).

Jałowieccy w swym podaniu z 1817 r. tak to streszczają: Niesiecki „wyliczając długi z nich szereg znakomitych zasługami w Kraju Ojczystym mężów, o których powiada, że jednejże z Ogińskimi są dzielnicy i dlatego onych do Kniaziów Pereasławskich linii pociąga”. Nie wnikając w intencję wnioskodawców deputacja gubernialna w dwóch swych dekretach uznała Jałowieckich za „rodowitą i starożytną szlachtę polską” herbu Jełowicki i przydomku Bożeniec.

Po stłumieniu powstania dekabrystów carskie władze nakazały rewizję praw szlacheckich wszystkich urzędników i wojskowych w całym Imperium Rosyjskim. Rewizja ta objęła również Felicjana Jałowieckiego, syna Kazimierza, poborcę podatkowego powiatu upickiego w 1828 roku. Ponieważ przeszedł ją bez szwanku, więc po powstaniu listopadowym, gdy carski aparat represji rewidował już wszystkich jak leci, cały ród Jałowieckich herbu Jełowicki został zatwierdzony przez deputację wileńską w 1834 roku, a następnie Heroldię w St. Petersburgu w 1842 roku. Zatwierdzenie to objęło zarówno bogatych przedstawicieli rodu z Jassa n i Syłgudyszek, jak i wszyskich ubogich ze Żmudzi, Auksztoty i Kurlandii. Tym tylko później się odróżniali od siebie w dokumentach szlacheckich, że zamożni pisali się Bożeniec-Jałowieckimi, a biedni tylko Jałowieckimi. Cały zaś ród wpisano do pierwszej części ksiąg genealogicznych nowo powstałej guberni kowieńskiej. Pierwsza część oznaczała starą szlachtę bez tytułów arystokratycznych, która nie posiadała dokumentów swego pochodzenia sprzed 1685 roku.

 

Syłgudyszki

Współcześnie wioska ta zwie się Saldutyszki (Saldutiškis) co można by było przetłumaczyć na język polski jako „Słodziaki”. Nazwę taką nadały nowe władze Republiki Litewskiej po 1920 roku. W starszych dokumentach – sądowych, skarbowych, metrykalnych – zwą się Syłgudyszki. „Na północ mile 2 od kościoła parafialnego” w Łabonarach, jak podaje opis geograficzny dekanatu brasławskiego z 1784 roku. Ciężko dociec znaczenia tej nazwy, która być może jest zbitką dwóch słów sklejonych z dawnych języków germańskich i bałtyckich.

W wiosce tej jest obszerny dobrze utrzymany pałac z herbem „brama obozowa z krzyżem” na frontonie. W otoczeniu resztki zabudowy folwarcznej oraz szkoła w stylu barakko z epoki Chruszczowa. Park zaniedbany, kościół drewniany z początków XX wieku, sklep wielobranżowy. Dwa cmentarze – jeden parafialny, drugi wojenny. Na tym wojennym pochowani sowieccy żołnierze (tzw. bracka mogiła) i pomordowani przez Niemców Żydzi.

 

Grobowiec Jałowieckich i Witkiewiczów

Na skwerku nieopodal przystanku autobusowego tablica informacyjna, na której wspomniani krótko Antoni i Bolesław Jałowieccy. Jadąc na południe w stronę Łabonar – tory kolejowe. Pamiątka po inicjatywie Bolesława Jałowieckiego, który zadbał o to, aby linia kolejowa Poniewież – Postawy, budowana w latach 90-tych XIX wieku, przechodziła przez jego własny majątek. Stał tu kiedyś piękny drewniany dworzec w stylu tatrzańskim – wedle projektu Stanisława Witkiewicza. Wykonany przez górali sprowadzonych z Zakopanego. Dziś tylko w wersji szczątkowej się uchował jako dom mieszkalny, niezdradzający dawnej swej świetności.

Za torami wioska Trynkuny, gdzie na pagórku kolejny cmentarz parafialny. W najwyższym jego punkcie krzyż wielki, u podstawy którego uszkodzona tablica żeliwna. Ktoś oderwał z niej herb, ktoś próbował ratować amatorsko spawając pęknięcia. To grobowiec Jałowieckich i Witkiewiczów, który przez swą treść opowiada XIX-wieczne dzieje tego miejsca i tego majątku.

Młodszy syn Felicjana Jałowieckiego, tego obdarowanego przez biskupa Massalskiego, mianowicie Antoni Onufry na grobie jest określony jako „fundator Syłgudyszek”, chorąży byłych Wojsk Polskich, sędzia graniczny. Zmarł w 1852 roku, pozostawiając po sobie z żony Reginy Ulińskiej 4 synów - Ludwika Ignacego (*1808), Cezarego Hipolita (*1810), Feliksa Bernarda (*1814) i Antoniego Jerzego (*1819).

Ludwik – urzędnik – regent graniczny powiatu wileńskiego, z żony Pauliny Wiwulskiej pozostawił potomstwo, które z końcem XIX w. mieszkało w Moskwie.

Cezary – także urzędnik, zamieszkały w Wilnie przy ulicy Zamkowej. Żonaty z Marianną Moniuszko, dzieci nie miał. Zmarł w 1857 r. i pochowany został na wileńskiej Żwirowej Górze.

Feliks – rezydent przy młodszym bracie Antonim, obecny we wspomnieniach Mieczysława. Zmarł w Syłgudzyszkach w 1893.

W końcu czwarty z braci Antoni, kolejny dziedzic na Syłgudyszkach. Ożenił się z Anną Burą z Leliszek koło miasteczka Malat, na zachodnich obrzeżach Puszczy Łabonarskiej. Małżonkowie ci pochowani są zaś na południowym krańcu tego mikroświata – na cmentarzu w Janiszkach. Jednak wspomniani na grobie rodowym – tak by była zachowana ciągłość opowieści.

Synów zaś Antoniego i Burej było trzech – Bolesław Wawrzyniec (*1846), przyszły dziedzic i król kolei wąskotorowej, od którego zaczyna się ta opowieść, Władysław Franciszek (*1847) oraz Wojciech Kajetan (*1854). Potomstwo młodszych braci osiądzie po I wojnie światowej w Warszawie oraz w majątku Komadzyn koło Kutna.

 

Sprawa Macdonalda

W zbiorach British Library znajdują się 4 publikacje, których tajemniczym autorem jest Major Macdonald Jałowiecki. Wydane w Londynie w latach 1944-1948 – „Some facts about Poland”, „Uprawa szczegółowa roślin gospodarskich”, „English and Polish Guide to the Agricultural Machinery” oraz „Przewodnik rolnika polskiego w W. Brytanji”. Miałem w ręku pierwszą z nich – broszurka o Polsce dla brytyjskiego odbiorcy. Doskonała w swej zwięzłości i w przytaczanych faktach. Pisał ją ktoś wielkiego talentu. Tym kimś był nikt inny jak Mieczysław Jałowiecki, były delegat Polski w Wolnym Mieście Gdańsku i ziemianin z powiatu święciańskiego (przed I wojną światową), potem kaliskiego (w okresie międzywojennym), syn słynnego króla kolei wąskotorowej.

Po co jednak Jałowiecki przeistoczył się w majora Macdonalda?

Trzeba wiedzieć, że po klęsce wrześniowej 1939 roku Mieczysławowi udało się przedostać z podbitej Polski, poprzez Litwę, Łotwę i Szwecję do Wielkiej Brytanii. Dnia 9 stycznia 1941 roku w lokalnej szkockiej gazecie The Forfar Dispatch pojawił się krótki artykuł wyjaśniający, dlaczego wojska polskie powinny stacjonować w Szkocji. A to dlatego, że wiele polskich rodzin ziemiańskich ma szkockie korzenie lub jest spokrewniona z klanami poprzez swe małżeństwa. I tu podano przykład majora Jałowieckiego, którego babka jest z rodu Macdonaldów, a który właśnie miał wystąpienie radiowe opisujące dwie fale szkockiej emigracji do Polski – pierwszą kupiecką i drugą jakobicką. Jałowiecki przypominał, że babką ostatniego króla Polski – Stanisława Augusta – była Gordonówna, i że ród Stuartów spokrewnił się z Sobieskimi. Wymieniał także takie nazwiska jak: Davidson, Bower of St. Claire, MacLeod, czy Douglas.

Faktycznie babką macierzystą Mieczysława Jałowieckiego była Anna z Burych herbu Paparona, ze szlachty powiatu brasławskiego, lokalnych urzędników oraz właścicieli ziemskich Ligun i Hubiszek w parafii Sołoki. Sąsiadami i koligatami tychże Burych byli z pochodzenia Szkoci Dawidsonowie, dziedzice na Wojaszyszkach. Nie ma więc przypadku, że akurat nazwisko Dawidson zostało tu przywołane.

W 1944 r. broszurka Jałowieckiego poświęcona Polsce była w prasie brytyjskiej reklamowana jako praca napisana przez „Polish Macdonald”. Zatem takie przeistoczenie się z ziemianina litewsko-wielkopolskiego w członka szkockiego klanu miało podłoże czysto propagandowo-patriotyczne. To nie egzotyczny autor z dalekiego kraju, ale swój spokrewniony ze słynnym szkockim klanem.

 

Epilog

Dnia 21 lutego 2022 r. Tomasz Muskus, polski działacz w Londynie, społeczny opiekun polskich weteranów, grobów i miejsc pamięci na terenie Wielkiej Brytanii, ogłosił w mediach społecznościowych, że udało mu się odnaleźć grób Mieczysława Jałowieckiego i jego drugiej żony Zofii z Romockich na cmentarzu w dzielnicy Crystal Palace. Oficjalna nazwa tego miejsca to „Beckenham Cemetery and Crematorium”. Grób był przykryty żeliwną płytą z napisami. Data zgonu widniała jedynie przy Zofii – 29 maja 1957 Beckenham. Nikt nie zadbał, aby nanieść tam informację o czasie i miejscu zgonu Mieczysława.

Dzięki publikowanym corocznym zestawieniom testamentów na terenie Anglii i Walii udało się ustalić, że Mieczysław zmarł dnia 10 marca 1962 roku w szpitalu w Beckenham w hrabstwie Kent, pod Londynem. Po skromny spadek po nim – 171 funtów 1 szyling i 2 pensy – zgłosiła się prawniczka Benita Krystyna George-Perutz, reprezentująca swych klientów, którymi byli Krystyna Maria Trumpy i Nils Fischer Trumpy. W toku dalszych ustaleń okazało się, że małżonkowie Trumpy są obywatelami norweskimi, przy czym Krystyna Maria rodziła się w 1913 r. w Polsce i była córką Mieczysława Jałowieckiego z jego pierwszego małżeństwa z Julią Wańkowicz.

Wedle ustaleń Tomasza Muskusa powyższa córka była wpisana do ksiąg cmentarnych jako opiekunka grobu Jałowieckich. Przy czym oboje spadkobiercy już nie żyją – Nils zmarł w 1967 r., a Krystyna w 2004 r. Zostali pochowani na cmentarzu w Księstwie Monako.

Jednakże dzięki decyzji Andrzeja Jałowieckiego, prawnuka Mieczysława, zamieszkałego w Australii, można było przeprowadzić ekshumację zwłok z Crystal Palace na cmentarz Srebrzysko w Gdańsku. Uroczysty pochówek dokonał się 5 grudnia 2022 roku. Tak historia zatoczyła swe koło.

 

Przy pisaniu tego tekstu korzystałem m.in. ze zbiorów Archiwum Historycznego w Wilnie.

Księgi wiłkomierskie grodzkie i ziemskie:

SA 13945, SA 14209 i 14210.

Akta deputacji szlacheckiej guberni wileńskiej i kowieńskiej:

F. 391-8-2578, F. 708-2-1, -37, -649, -726, -846, -1752, -1694, -3974.

 

O Autorze

Adam A. Pszczółkowski Redaktor

Ekonomista i heraldyk. Badacz historii.

© PowiemPolsce.pl

Zobacz więcej

Powiązane wydarzenia

1876-12-02

W Syłgudyszkach na Litwie urodził się Mieczysław Jałowiecki (1876-1962) - ziemianin, dyplomata, publicysta. W latach 1919-1920 delegat Polski w Wolnym Mieście Gdańsku. W czasie swej misji przez podstawione osoby wykupił tereny Westerplatte na rzecz państwa polskiego. Zmarł w zapomnieniu na emigracji w Beckenham w hrabstwie Kent (obecnie część Londynu).

147. rocznica

1962-03-10

W Beckenham, Kent, w Wielkiej Brytanii zmarł Mieczysław Jałowiecki (1876-1962) - ziemianin, dyplomata, publicysta. W latach 1919-1920 delegat Polski w Wolnym Mieście Gdańsku. W czasie swej misji przez podstawione osoby wykupił tereny Westerplatte na rzecz państwa polskiego. Zmarł w zapomnieniu na emigracji w Beckenham w hrabstwie Kent (obecnie część Londynu).

Londyn, Wielki Londyn, Wielka Brytania

61. rocznica

Pogoda na dziś()

Wt. 31.1.2023 godz. 4:24:

Miejsca Polaków na świecie

Miejsca Polaków na świecie

Jesteś tutaj

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Więcej informacji