Mimo naprawienia błędu administracji Trumpa w sprawie wojsk USA w Polsce, nadal nierozwiązana pozostaje podstawowa niepewność dotycząca strategicznych zamiarów Białego Domu - powiedział PAP były ambasador USA w Polsce Daniel Fried. Chwalił jednocześnie reakcję obu ośrodków władzy w Polsce.
Fried, wieloletni dyplomata i ekspert Atlantic Council skomentował w ten sposób nagłe ogłoszenie Donalda Trumpa o wysłaniu do Polski „dodatkowych 5 tys. żołnierzy” - tydzień po tym, jak wstrzymana została planowana rotacja 4-tysięcznej brygady pancernej.
- To, co zostało zademonstrowane, to to że Polska cieszy się popularnością w Waszyngtonie, a Kongres popiera ją i stawia opór głupim posunięciom Trumpa - podsumował Fred w rozmowie z PAP. Jak jednak dodał, niepewność pozostaje - zarówno co do tego, co w praktyce oznaczać będzie ogłoszenie prezydenta, jak i co do amerykańskiego planowania wojskowego i strategicznych zamiarów USA.
Ekspert powiedział, że wśród osób w administracji, z którymi rozmawiał po anulowaniu rotacji, nikt nie bronił tej decyzji. - Wiedzieli, że to bezsensowny, nie do obrony ruch – stwierdził. Jego zdaniem ludzie w administracji Trumpa prosili polską stronę, by „nie krzyczała i dała im przestrzeń do naprawienia błędu”.
- Mają w moich oczach pewną wiarygodność, bo tak się właśnie stało – dodał.
Według Frieda za pierwotną decyzją o wstrzymaniu rotacji mogła stać próba wykazania się przed prezydentem.
- Ktoś pomyślał: mamy rotację, anulujmy ją, bo to sposób, żeby pokazać Trumpowi, że realizujemy jego polecenia redukcji sił – ocenił. Porównał to do „odpowiednika DOGE (zespołu Elona Muska ds. cięć budżetowych w administracji - PAP) w dziedzinie bezpieczeństwa” – pochopnego cięcia bez refleksji nad konsekwencjami.
- Nikt nie pomyślał: „chwileczkę, to nie jest Hiszpania, to nawet nie są Niemcy. To Polska. To po prostu nie miało sensu – powiedział Fried.
Były ambasador chwalił reakcję polskich władz na kryzys, podkreślając, że mimo „wzajemnej nienawiści” między ośrodkiem prezydenckim i ośrodkiem rządowym, dało się zauważyć współpracę, a przynajmniej wspólnotę celów.
- Polska kultura polityczna jest kłótliwa i paskudna. Polska kultura strategiczna jest zadziwiająco spójna – ocenił, dodając, że minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski „często mówi to samo, używając tych samych słów” co doradca prezydenta Marcin Przydacz, choć obie strony się ze sobą nie konsultują.
Fried uznał za „elegancki” gest Trumpa, gdy ten w swoim poście podziękował prezydentowi Nawrockiemu. Sposób uzasadnienia decyzji - Trump podkreślił, że powodem było zwycięstwo popieranego przez niego kandydata w wyborach, które odbyły się rok wcześniej - budzi jednak niepokój.
Fried ujawnił, że według jego wiedzy osoby, które przekonywały Trumpa do cofnięcia decyzji, argumentowały, że „nie można tak traktować Polski, bo jest sojusznikiem ideologicznym”.
- To nie jest argument, który moim zdaniem powinien mieć wagę, ale gdybym to ja briefował Trumpa, pewnie powiedziałbym to samo – przyznał. - Powiedziałbym właściwie cokolwiek, żeby ratować wolny świat – dodał.
Fried odniósł się do koncepcji tzw. NATO 3.0, zakładającej, że Europejczycy biorą na siebie znacznie większy ciężar własnej obrony, a USA zapewniają kluczowe elementy, w tym parasol nuklearny. Zaznaczył, że koncepcja ta ma sens, bo Europa musi wziąć większy ciężar za swoją obronę.
Zastrzegł jednak, że realizacja musi być „przemyślana, dobrze zaplanowana i nie za szybka”, bo odbywa się „na tle rzeczywistej rosyjskiej agresji”.
- Problem polega na tym, że administracja Trumpa bierze uzasadnioną ideę i uniemożliwia jej realizację przez chaotyczne, bezmyślne wdrażanie – ocenił.
Przywołał też głos byłego urzędnika Pentagonu i eksperta Atlantic Council Iana Brzezińskiego, który uważa, że NATO 3.0 jest jedynie „zasłoną dymną dla izolacjonizmu”. Fried przyznał, że Brzeziński „może mieć rację", choć sam skłaniał się ku temu, że koncepcja została już zaakceptowana przez struktury NATO i wielu Europejczyków, którzy próbują nadać jej praktyczny kształt.
Rozmówca PAP podkreślił, że chaos wokół decyzji o żołnierzach w Polsce wzmocnił opór wobec Białego Domu w Kongresie po obu stronach politycznego sporu. Przewodniczący komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, Republikanin Mike Rogers zapowiedział zaostrzenie legislacyjnych ograniczeń wobec administracji w kwestii redukcji sił w Europie, wykraczające poza obecne zapisy, które utrudni redukowanie obecności wojskowej poniżej 76 tys. żołnierzy na dłużej niż 45 dni.
Fried ocenił, że w miarę słabnięcia politycznej pozycji Trumpa coraz więcej Republikanów jest gotowych otwarcie mu się sprzeciwiać.
- Teraz jest na to dobry moment, bo mają jeszcze dwa lata, zanim ktokolwiek może ich zaatakować w prawyborach – zauważył Fried.
Były ambasador wyraził frustrację, że chaos w polityce obronnej odciąga Waszyngton od realnego problemu – Rosji.
- Putin ma kłopoty. Gdybyśmy nie tracili czasu na takie rzeczy i skoncentrowali się na naciskaniu na Rosjan, moglibyśmy odnieść sukces – powiedział. Przez sukces rozumiał wymuszenie trwałego zawieszenia broni i zapewnienie bezpieczeństwa Ukrainie – scenariusz, który porównał do zakończenia wojny zimowej między Finlandią i ZSRR, choć bez prawnego uznawania rosyjskich zdobyczy terytorialnych.
W odpowiedzi na pytanie o szkody dla wiarygodności USA Fried stwierdził, że „szkody są, ale odwracalne". Zaznaczył jednak, że chaos utrudnia pracę sekretarzowi generalnemu NATO Markowi Ruttemu.
- NATO 3.0 mogłoby zadziałać, ale nie robimy tego w sprzyjającej atmosferze – robimy to na tle rzeczywistej rosyjskiej agresji. Jeśli mamy to robić, musi być to przemyślane, dobrze zaplanowane i nie za szybkie – powiedział Fried.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ jm/


PAP
24.05.2026 / 09:40