Premier Donald Tusk powiedział we wtorek, że nie będzie raczej prac nad ustawą, która pozwoliłaby na pobieranie opłat za powrót do kraju rządowymi samolotami, z miejsc objętych wcześniej ostrzeżeniami. Rozumiem jednak emocje szefa MSZ, który zdarł gardło ostrzegając wszystkich od wielu miesięcy - dodał.
We wtorek wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski, przypominając, że od 1 marca na Bliski Wschód wyjechało 736 osób, poprosił o poparcie dla zmiany ustawowej, która pozwoliłaby na pobieranie opłat za powrót do kraju rządowymi lub wojskowymi samolotami z miejsc objętych wcześniej ostrzeżeniami o niebezpieczeństwie.
O tę propozycję szef rządu został zapytany we wtorek na konferencji prasowej po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim. - Proszę zrozumieć ministra Sikorskiego. On zdarł gardło już ostrzegając wszystkich od wielu miesięcy - powiedział Tusk. - Zanim wojna wybuchła na Bliskim Wschodzie w tej skali, to wiele osób tam było wcześniej. Ale wyjeżdżać teraz w te miejsca, a później oczekiwać bezpłatnego transportu organizowanego przez państwo, przyznacie, jest rażącą nieodpowiedzialnością - zauważył Tusk.
- My nie będziemy raczej pracowali nad ustawą. Niepotrzebna jest do tego jakaś specjalna ustawa - zaznaczył.
Szef rządu dodał jednak, że „rozumie emocje ministra Sikorskiego”. Podkreślił jednocześnie, że „jeśli Polacy znajdą się w jakiejś dramatycznej sytuacji gdziekolwiek na świecie, to rząd i państwo polskie będzie zawsze starało się robić wszystko, żeby pomóc ludziom”. - No ale, na miłość Boga, nie narażajcie pieniędzy polskich podatników - zaapelował Tusk.
Podkreślił, że jest to też „wysiłek polskiej armii”. - Polska armia ma co innego do roboty, niż organizowanie transportów dla tych, którzy koniecznie muszą się pchać w teren ogarnięty wojną. Więc jeszcze raz zaapeluję: nie jedźcie tam, gdzie jest wojna, bo być może nie będzie możliwości, choćby wylądowania w miejscu, gdzie ktoś będzie czekał na pomoc - dodał Tusk.
Ocenił również, że „wyjazd dzisiaj w tamte tereny turystyczne jest naprawdę skrajną nieodpowiedzialnością”.
W poniedziałek szef MSZ podał na platformie X, że według danych Straży Granicznej, od 1 marca, czyli już po rozpoczęciu wojny w regionie Bliskiego Wschodu, wyjechało tam 736 osób, w tym 37 dzieci poniżej 15. roku życia. Jak podał, 97 osób udało się do Kataru, 271 do Omanu, a 368 do ZEA. Wyraził nadzieję, że „nie będą domagać się ewakuacji na koszt podatnika”.
„Proszę Państwa o poparcie dla takiej zmiany ustaw, aby za powrót do kraju samolotem rządowym lub wojskowym z miejsc, gdzie były ostrzeżenia o niebezpieczeństwie można było pobierać opłatę” - napisał we wtorek Sikorski na X przypominając dane o wyjazdach na Bliski Wschód od 1 marca.
We wtorek rano rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował, że do Polski z Bliskiego Wschodu dzięki 55 lotom powróciło 9772 osoby. Wiceminister sportu i turystyki Piotr Borys przekazał, że w nocy z poniedziałku na wtorek wylądowały trzy samoloty z Maskatu w Omanie realizujące rejsy na zlecenie rządu.
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran 28 lutego. Teheran w odwecie przystąpił do ataków m.in. na bazy amerykańskie w regionie, w wyniku czego wiele linii lotniczych anulowało swoje loty w regionie. (PAP)
pak/ ef/ par/


PAP
10.03.2026 / 19:00