Wybierz kontynent

Założycielki "przychodni aborcyjnej" apelują do władz Warszawy o reakcję na protesty przed jej siedzibą

Założycielki "przychodni aborcyjnej" apelują do władz Warszawy o reakcję na hałas i agresję podczas protestów przed jej siedzibą. Ratusz przekazał PAP, że pracownicy Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa nie stwierdzili przypadków uzasadniających podjęcie decyzji o rozwiązaniu zgromadzeń.

Fot. PAP

Aktywistki z Aborcyjnego Dream Teamu (ADT) otworzyły punkt "Abotak" przy ul. Wiejskiej 9 - w bezpośrednim sąsiedztwie Sejmu - 8 marca. Nazywają go "przychodnią aborcyjną", w której można przeprowadzić aborcję farmakologiczną własnej ciąży do jej 12. tygodnia, korzystając z tabletek - wcześniej zamówionych pocztą, m.in. od Women Help Women, międzynarodowej inicjatywy pomagającej kobietom w dostępie do aborcji. "Pierwsza aborcja odbyła się w miniony poniedziałek" - poinformowała PAP współprowadząca punkt Natalia Broniarczyk z ADT.

Od otwarcia "Abotak" przeciwnicy przerywania ciąży organizują przed siedzibą "przychodni" protesty i domagają się jej zamknięcia. Podczas pierwszej manifestacji przed wejściem rozlano czerwoną farbę.

Wśród protestujących są przedstawiciele m.in. Koalicji dla Życia i Rodziny, inicjatywy 40 Days for Life oraz Ruchu Narodowego. Zgłoszone do urzędu miasta demonstracje odbywają się w każdą środę, czwartek, piątek i sobotę. Trwają po kilka godzin. Ich uczestnicy mają ze sobą banery przedstawiające rozczłonkowane zakrwawione płody oraz m.in. transparent przypominający tablicę nad bramą obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau o treści "Aborcja macht frei". Demonstrujący używają wuwuzeli oraz emitują z głośników antyaborcyjne hasła.

"Świadkami tego wszystkiego są mieszkańcy budynku. Starsze osoby boją się wyjść z domu przez wyjące syreny, rodzice błagają o ciszę, bo usypiają dzieci, a ludzie pracujący zdalnie nie są w stanie funkcjonować" - powiedziała Broniarczyk. Dodała, że kilka dni temu ktoś oblał wejście do lokalu stężonym kwasem masłowym. Aktywistki wezwały na miejsce policję. "Oczekujemy od władz miasta, by w końcu zareagowały na przekroczenia hałasu i agresję. Domagamy się, by przysłały tu obserwatora, który mógłby potwierdzić, że dochodzi do rzeczy, do których nie powinno dochodzić" - wyjaśniła.

"Nie jesteśmy przeciwne tym protestom, ponieważ prawo do protestu powinien mieć każdy z nas. Ale oczekujemy reakcji miasta na ich przebieg, czyli m.in. na emitowanie dźwięków, które zagrażają zdrowiu" - podkreśliła Justyna Wydrzyńska z ADT. Jej zdaniem sprawą powinien zająć się prezydent miasta Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta kraju.

"Rafał Trzaskowski w kampanii deklaruje, że jako prezydent podpisałby ustawę liberalizującą przepisy aborcyjne. Jeśli tak się stanie, to co obecnie dzieje się przed naszym lokalem, będzie miało miejsce przed każdym szpitalem wykonującym aborcję. Musi więc zareagować już w tej chwili" - dodała.

Aktywistki zbierają w tej sprawie podpisy pod apelem do stołecznego urzędu miasta. Zapowiadają też swój udział podczas najbliższej sesji Rady Miasta 24 kwietnia. "Idziemy przedstawić nasze stanowisko, że konieczne jest wskazanie granicy pomiędzy protestem a agresją, wandalizmem i naruszaniem norm społecznych" - powiedziała Wydrzyńska.

Rzeczniczka warszawskiego ratusza Monika Beuth przekazała PAP, że urząd miasta nie wydaje zgód na zgromadzenia - tylko je rejestruje. "Jeśli jest zgłoszone w trybie uproszczonym, to jest w ogóle bez możliwości jakichś korekt, czy uwag z naszej strony. Natomiast za bezpieczeństwo i sprawy porządkowe podczas zgromadzeń odpowiada policja" - stwierdziła.

Poinformowała również, że pracownicy Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa dwukrotnie byli obecni w miejscu planowanych przed przychodnią "Abotak" zgromadzeń. "Nie stwierdzili przypadków uzasadniających podjęcie decyzji o rozwiązaniu zgromadzeń" - zaznaczyła.

Sprawą zainteresowała się ministra ds. równości Katarzyna Kotula (Lewica). 19 marca poinformowała w mediach społecznościowych, że złoży zawiadomienie o możliwości popełnienia wykroczenia "w związku z atakiem środowisk antyaborcyjnych na miejsce, gdzie kobiety mogą uzyskać rzetelną informację o przysługujących im prawach – punkt +Abotak+".

"Wulgarne okrzyki, drastyczne i gorszące treści, nieznośny huk z nagłośnienia - to spotyka osoby, które mieszkają w okolicach pikiety. Art. 51 i 141 Kodeksu Wykroczeń mówią jasno: zakłócanie spokoju i porządku publicznego oraz umieszczanie drastycznych treści w przestrzeni publicznej są nielegalne. Tymczasem kolejny raz obserwujemy stosowanie metod zastraszania i manipulacji, naruszających prawa kobiet do elementarnego poczucia bezpieczeństwa oraz spokój mieszkańców przy ul. Wiejskiej" - napisała.

Głos zabrała też kandydatka Lewicy na prezydenta Magdalena Biejat. "Rafale Trzaskowski, jest okazja, żeby coś realnie zrobić dla kobiet w sprawie dostępu do aborcji, zamiast tylko gadać" - napisała w serwisie X.

PAP zwróciła się do Koalicji dla Życia i Rodziny o odniesienie się do sprawy. Do czasu publikacji depeszy redakcja nie otrzymała odpowiedzi.

W Polsce pomocnictwo w aborcji jest karane. Prawo dopuszcza przerwanie ciąży w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia kobiety, a także gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r., który wszedł w życie w styczniu 2021 r., wykreślono trzecią przesłankę do aborcji - ciężką, nieodwracalną wadę płodu. Właśnie ta przesłanka do czasu orzeczenia TK była najczęstszą przyczyną przerywania ciąży w polskich szpitalach - rocznie wykonywano ok. tysiąca zabiegów z tego powodu. (PAP)

akar/ mas/ agz/ js/

O Autorze

PAP Redaktor

© PowiemPolsce.pl

Miejsca Polaków na świecie

Miejsca Polaków na świecie

Zapisz się do newslettera

Jesteś tutaj