Sąd Rejonowy w Zambrowie (Podlaskie) aresztował w poniedziałek na dwa miesiące mężczyznę podejrzanego m.in. o groźby bezprawne i znieważenie konstytucyjnego organu RP. Chodzi o incydent, podczas którego rozlana została gnojowica koło domu ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego.
Prokuratura wnioskowała o trzymiesięczny areszt podejrzanego, zambrowski sąd rejonowy zdecydował zastosować ten środek zapobiegawczy na dwa miesiące - poinformowała PAP prok. Dorota Leszczyńska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łomży.
Rzecznik Sądu Okręgowego w Łomży Jan Leszczewski powiedział PAP, że sąd - decydując o zastosowaniu aresztu - uzasadnił to tym, iż istnieje uzasadniona obawa, że podejrzany może spełnić swoje groźby, czyli popełnić przestępstwo przeciwko zdrowiu lub życiu, zwłaszcza że takim zachowaniem groził.
- Podejrzany szczycił się swoimi występkami, publikując (nagrania - PAP) w mediach społecznościowych. Zachowanie podejrzanego przed i po popełnieniu przestępstwa uzasadnia obawy, że może popełnić kolejne przestępstwo - mówił sędzia, odnosząc się do uzasadnienia zambrowskiego sądu.
Dodał, że w śledztwie konieczne są do wykonania inne czynności związane z ustaleniem okoliczności zdarzenia i osobą podejrzanego.
Postanowienie sądu nie jest prawomocne, przysługuje na nie zażalenie do sądu drugiej instancji.
Do incydentu koło domu ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego doszło w miniony piątek. Jak informował sam minister, ktoś rozlał gnojowicę w pobliżu jego posesji w woj. podlaskim, próbował uszkodzić ogrodzenie oraz kierował wobec niego groźby.
Sprawą zajęła się policja. W sobotę poinformowała o zatrzymaniu w tej sprawie 35-latka z województwa lubelskiego.
Śledztwo nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Zambrowie (Podlaskie). Podejrzanemu zostały postawione zarzuty stosowania gróźb bezprawnych z powodu przynależności politycznej wobec ministra Krajewskiego, znieważenia konstytucyjnego organu RP oraz gróźb karalnych - w tym wypadku chodzi o premiera, trzech ministrów (w tym również o ministra Krajewskiego) oraz o prezydenta Warszawy.
Przy takich zarzutach grozi kara do pięciu lat więzienia.
W opisie czynu prokuratura przyjęła, że 9 stycznia podejrzany przyjechał pod posesję należącą do Stefana Krajewskiego i rozlał przed nią ok. 500 litrów substancji „koloru brunatno-zielonego”, po czym odjechał ale wrócił i wtedy - w rozmowie z żoną ministra - kierował groźby „nawiązując do działalności politycznej jej męża oraz groźby karalne popełnienia przestępstwa na jej szkodę lub osoby najbliższej”.
Potem swoje działania i zachowania opublikował w nagraniu na portalu społecznościowym. Tam - w ocenie prokuratury - pojawiły się groźby karalne z powodu przynależności politycznej wobec premiera, szefa MSWiA, ministra spraw zagranicznych, ministra rolnictwa i prezydenta Warszawy.
Podczas czynności na komendzie policji i w prokuraturze mężczyzna nie przyznał się do zarzutów. Jak mówiła PAP w niedzielę prok. Leszczyńska, składał on wyjaśnienia, ale prokuratura - z uwagi na etap prowadzonego postępowania - nie będzie informowała o ich treści.
Komentując incydent Stefan Krajewski mówił w poniedziałek dziennikarzom, że takie zdarzenie przed jego prywatnym domem, gdzie nie prowadzi działalności politycznej, nie powinno mieć miejsca.
- Brutalnie została zaatakowana moja rodzina. (...) Były groźby karalne, była groźba zabójstwa złożona. To wszystko nie może mieć miejsca. Został zakłócony mir rodzinny, spokój. Zaatakowana żona, dzieci. Nie ma miejsca na to, żeby dochodziło do takich sytuacji gdziekolwiek. Dzisiaj i rodzina, i sąsiedzi są przestraszeni, przerażeni tą całą sytuacją - mówił w Zambrowie, gdzie ma biuro poselskie.
Krajewski dodał, że mężczyzna, który zamieścił filmik z tego zajścia w internecie, napisał, że ciąg dalszy nastąpi, więc - jak podkreślił - można się obawiać, że będą podejmowane jakieś działania, „czy przez niego, czy przez jego środowisko, grupę, z którą współpracuje”.
Jak powiedział minister, z kont na portalach społecznościowych tego mężczyzny wynika, że jest on związany ze środowiskiem Grzegorza Brauna.
- Na pewno nie dam się zastraszyć - powiedział Krajewski. Podkreślił, że nie chodzi o odwet, a o to, żeby takie sytuacje, które miały miejsce także w przeszłości, się nie powtórzyły. Jego zdaniem, obecnie każdy polityk i samorządowiec, z którego działaniami ktoś się nie zgadza, może zostać zaatakowany. (PAP)
rof/ mark/


PAP
12.01.2026 / 14:00