Kiedy idzie się na wojnę, niektórzy ludzie giną - powiedział prezydent USA Donald Trump w wywiadzie dla tygodnika „Time”, pytany o możliwość irańskich zamachów terrorystycznych w kraju. Trump określił jeden z celów wojny jako zainstalowanie w Iranie „kogoś racjonalnego” u władzy.
W wywiadzie telefonicznym z „Timem”, stanowiącym część szerszego artykułu o wojnie przeciwko Iranowi, Trump po raz kolejny przedstawił swój atak jako konieczność, twierdząc - bez podania powodów - że Iran zaatakowałby pierwszy. Prezydent powiedział, że kiedy po ostatniej rundzie negocjacji z Iranem w Genewie usłyszał, że przedstawiciele Teheranu chcą kolejnej rundy w następnym tygodniu, uznał to za przygotowanie do ataku na USA.
- Kiedy to usłyszałem, powiedziałem: „wiesz, oni zamierzają uderzyć pierwsi” - relacjonował przywódca. Jednocześnie dodał, że uderzył na Iran tydzień wcześniej niż pierwotnie planował.
W rozmowie amerykański prezydent z nonszalancją odniósł się do ryzyka poniesienia strat z powodu irańskiego odwetu, w tym ataków wewnątrz kraju. Zapytany, czy Amerykanie powinni obawiać się ataków odwetowych w kraju, Trump przyznał, że istnieje taka możliwość.
- Chyba tak – powiedział. - Ale myślę, że oni martwią się o to cały czas. Myślimy o tym cały czas. Czynimy plany na tę ewentualność. Ale tak, wiesz, spodziewamy się pewnych rzeczy. Jak powiedziałem, niektórzy ludzie zginą. Kiedy idzie się na wojnę, niektórzy ludzie giną - dodał.
Mimo że sekretarz stanu Marco Rubio, Pentagon i Biały Dom dotąd utrzymywali, że zmiana reżimu w Iranie nie jest celem amerykańskiej operacji, Trump przedstawiając swoje cele wymienił również zainstalowanie nowych władz w Teheranie. Powiedział, że jego celem jest raz na zawsze wyeliminować zagrożenie nuklearne ze strony Iranu, zlikwidować jego program rakietowy i ustanowić rząd przyjazny Zachodowi.
- Musimy mieć możliwość rozmawiać z ludźmi rozsądnymi i racjonalnymi – zaznaczył. - Jedną z rzeczy, o które będę wnosił, jest możliwość współpracy z nimi (Irańczykami) przy wyborze nowego przywódcy – mówi. - Nie chcę tego robić, żeby skończyć z kolejnym Chameneiem. Chcę uczestniczyć w wyborze. Mogą wybrać, ale musimy się upewnić, że będzie to ktoś rozsądny dla Stanów Zjednoczonych - opowiadał.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ sp/


PAP
06.03.2026 / 07:20