Czternastu członków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zginęło w piątek w pobliżu miasta Zandżan na północnym zachodzie Iranu - podały media w tym kraju. Wszyscy pracowali przy usuwaniu różnego rodzaju ładunków wybuchowych, które zrzuciły siły Izraela i USA. Podczas tych prac doszło do eksplozji.
Agencja AP podkreśliła, że była to największa, jednorazowa liczba ofiar śmiertelnych wśród członków IRGC, od kiedy obowiązuje zawieszenie broni, czyli od 8 kwietnia. Irańska państwowa agencja IRNA przekazała, że w wyniku eksplozji ranne zostały też dwie osoby.
W komunikacie, który cytuje m.in. Associated Press, podkreślono, że wyspecjalizowana jednostka IRGC usuwała bomby pozostałe po atakach prowadzonych od 28 lutego przez Izrael i USA. Wśród usuwanych ładunków miały być m.in. bomby kasetowe i miny lotnicze.
IRNA przekazała, że łączna powierzchnia zaminowanego z powietrza obszaru wynosi ok. 1200 hektarów i obejmuje m.in. tereny rolnicze. Według agencji jednostkom saperskim IRGC udało się jak dotąd usunąć ponad 15 tys. różnego rodzaju niewybuchów. Podkreślono, że jest to „skomplikowane przedsięwzięcie, które wymaga zaawansowanej wiedzy, specjalistycznego sprzętu i ducha dżihadu”.
W rozmowach pokojowych Iranu z USA trwa impas. Zaplanowane na poprzedni weekend w stolicy Pakistanu Islamabadzie spotkanie delegacji obu państw nie doszło do skutku. Zgodnie z deklaracją prezydenta USA Donalda Trumpa z 22 kwietnia zawieszenie broni będzie obowiązywać „do czasu złożenia przez Iran nowej propozycji zakończenia wojny i zakończenia rozmów na ten temat”.
W piątek natomiast Trump poinformował Kongres USA, że działania wojenne z Iranem „zakończyły się”. W ten sposób administracja chce uniknąć konieczności otrzymania zgody parlamentu na kontynuowanie operacji zbrojnej, czego wymaga amerykańskie prawo. (PAP)
piu/ ap/


PAP
02.05.2026 / 07:40