Tysiące protestujących zgromadziło się w sobotę na antyrządowym proteście w Belgradzie, zorganizowanym przez serbskich studentów. Z kolei w pobliżu pałacu prezydenckiego, na otaczanym przez policję terenie, zebrali się zwolennicy władz.
Studenci rozpoczęli swój protest na Placu Slavija w centrum Belgradu. Zgromadzenie poprzedził przemarsz kolumn zmierzających na Slaviję z czterech punktów serbskiej stolicy. W miejscach zbiórki rozdawano koszulki z napisem „Studenci zwyciężają”. Demonstrację zorganizowano pod hasłem „Ty i ja, Slavija, bo studenci zwyciężają”.
Zebrani noszą antyrządowe plakaty, koszulki z poparciem dla studentów, transparenty z przekreślonymi flagami NATO czy UE oraz napisami „nie oddamy Kosowa”.
Studenci już w ostatnich miesiącach, w ramach protestów organizowanych w odpowiedzi na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie, kilkakrotnie organizowali demonstracje na Slaviji. Zeszłoroczny protest z 15 marca jest, według różnych szacunków, uznawany za najliczniejszy w historii Serbii.
Wokół siedziby prezydenta rozmieszczono oddziały policji wyposażone w sprzęt do rozpędzania demonstracji. Tam też zgromadzili się zwolennicy serbskich władz. W rozmowie z obecnymi na miejscu mediami mówią, że przybyli, aby „wspierać Serbię”.
Sobotnia demonstracja jest pierwszym tak licznym zgromadzeniem zorganizowanym przez serbskich studentów w bieżącym roku. Organizowane od ponad roku protesty są odpowiedzią na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku. W wyniku zawalenia się części dachu budynku zginęło 16 osób.
Studenci i popierający ich obywatele, którzy przez cały ubiegły rok regularnie organizowali masowe protesty, oskarżają władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku. Żądają przedterminowych wyborów parlamentarnych. Prezydent Aleksandar Vuczić powiedział w czwartek w wywiadzie w telewizji RTS, że głosowanie odbędzie się jesienią.
Prorządowe media i politycy władzy krytykują ruch protestu, nazywając jego organizatorów terrorystami wspieranymi przez podmioty zagraniczne. Demonstracje są też regularnie nazywane przez władze „kolorową rewolucją”.
Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ zm/


PAP
23.05.2026 / 21:00