Wybierz kontynent

Poczobut: odpowiedzialność za słowo jest najważniejszą wartością dla dziennikarza

Na Białorusi mówi się, że dziennikarz od blogera różni się tym, że przy pierwszych oznakach niezadowolenia bądź skandalu nie zaczyna kasować swoich tekstów – mówił Andrzej Poczobut podczas spotkania w redakcji PAP. Dziennikarz i aktywista podkreślał rolę zachowania języka polskiego dla przetrwania mniejszości i osobiste poczucie odpowiedzialności za Polaków na Białorusi.

Fot. Leszek Szymański

– Trzeba być odpowiedzialnym za słowo – powiedział Poczobut, zapytany o to, co jest najważniejsze w zawodzie dziennikarza. - Na Białorusi mówi się, że dziennikarz od blogera różni się tym, że przy pierwszych oznakach niezadowolenia bądź skandalu nie zaczyna kasować swoich tekstów – zaznaczył Poczobut.

- Czytam często w mediach wypowiedzi ekspertów, których żadna teza się nie sprawdza, ale są bardzo wyraziści i dzięki temu ciągle są na topie. Mówię to na przykładzie niektórych tekstów o Białorusi. One po prostu nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, ale za to bardzo ciekawie się czytają (…), a później nagle przychodzi moment, gdy my się dziwimy, dlaczego jest inaczej - podkreślił na spotkaniu z dziennikarzami PAP Andrzej Poczobut

Szczególnie mocno dziennikarz polskich i białoruskich mediów zaznaczył konieczność opierania się na faktach. - Zadaniem dziennikarzy jest opierać się na faktach i być odpowiedzialnym za słowo - dodał. Poczobut, który ponad pięć lat spędził w białoruskim więzieniu pokreślił, że rola dziennikarza oraz działalność społeczna, w realiach reżimu, wiążą się z ogromną odpowiedzialnością, w której każde wypowiedziane słowo ma fundamentalne znaczenie.

Mówił też o tym, jak pisać i mówić o Białorusi i o problemach polskiej mniejszości, zwłaszcza w sytuacji, gdy do tego kraju dziennikarze z Polski nie mają teraz dostępu. - Pisząc o państwie, które jest o „pięć minut” od totalitaryzmu, trzeba mieć świadomość, że czasem słowo potrafi pomóc, ale to samo słowo może niektóre rzeczy zabić – zaznaczył.

- Gdy byłem w więzieniu, odwiedziła mnie Andżelika Borys (szefowa Związku Polaków na Białorusi), pozwolono jej ze mną się spotkać. Ona opisywała: ja robię krok do przodu i patrzę jaka jest reakcja. Maleńki krok do przodu. Ja myślę, że właśnie tak istnieje dzisiaj Związek Polaków i tą świadomość po prostu trzeba mieć, na ile to wszystko jest kruche – mówił Poczobut. - To jest taka sama różnica jak pomiędzy politologiem i sowietologiem. W czasach sowieckiego totalitaryzmu jakieś tam zewnętrzne przejawy tego totalitaryzmu były analizowane i na podstawie nich próbowano wyciągnąć daleko idące wnioski, które czasem były prawdziwe, a czasem były nieprawdziwe. Myślę, że dzisiaj opisując Białoruś dziennikarz staje przed nie lada wyzwaniem – ocenił.

Zachowanie języka polskiego wśród rodaków na Białorusi wskazał jako najważniejszą więź z polskością. – Trudno przecenić znaczenie języka polskiego dla mniejszości polskiej, niezależnie od tego w jakim państwie ona mieszka – powiedział, dodając, że „bez języka polskiego, polskość nie przetrwa”. - Owszem - na Białorusi i w innych państwach są ludzie, którzy mają świadomość polską, która została przez rodziców zaszczepiona, ale nie znają języka polskiego. Problem polega na tym, że już następne pokolenie nie znając języka, nie będzie miało tej świadomości. Dlatego działanie na rzecz nauczania języka polskiego to działanie, żeby przetrwać, żeby przetrwała polskość – tłumaczył Poczobut.

W trakcie rozmowy z dziennikarzami w siedzibie PAP, działacz polskiej mniejszości ocenił, że sprawa Polaków na Białorusi jednoczy polską scenę polityczną pomimo codziennych sporów. – Kiedy byłem w Parlamencie Europejskim, przewodniczący jednej z grup parlamentarnych właśnie powiedział, że nigdy czegoś takiego nie było, żeby cała polska delegacja, od lewa do prawa, siedziała w jednym rzędzie i się nie kłóciła – wspominał Poczobut. Według dziennikarza „kwestia Polaków na Białorusi, to jest sprawa, która naprawdę jest ponad podziałami”.

Poczobut wielokrotnie powtarzał po swoim uwolnieniu w kwietniu, że zamierza wrócić na Białoruś, by dalej trwać przy tamtejszych Polakach. – Czuję po prostu odpowiedzialność przed tymi ludźmi – tłumaczył działacz. Przekonywał, że liderzy ZPB, tacy jak on i Andżelika Borys, przyjmują na siebie uderzenia reżimu, by chronić zwykłych członków związku: - Związek Polaków przez wiele lat był tarczą mniejszości polskiej. Jeżeli władza miała zły humor i uważała, że należy uderzyć w Polaków, no to biła w Związek Polaków, czyli w nas – tłumaczył. - Nasza obecność na Białorusi jest też swoistą gwarancją bezpieczeństwa dla tych wszystkich ludzi, że jeżeli coś ma się stać w kwestii Polski, no to stanie się z nami - dodał. Jego zdaniem osoby z mniejszych miejscowości, ze wsi, „zdają sobie sprawę ze swojej bezbronności przed reżimem”. - Dlatego ja uważam, że ja tam muszę być z tymi ludźmi, których prowadziłem. Jeśli mamy taką sytuację jak dzisiaj, „za pięć minut totalitaryzm”, to w naszym interesie jest, żeby z tych „pięciu minut„ zrobić „dziesięć minut”, a jeżeli się da, to „piętnaście minut” i to dla setek tysięcy Polaków byłoby wielkie osiągnięcie – podsumował.

Działacz mniejszości i dziennikarz, który w kwietniu po ponad pięciu latach został uwolniony z białoruskiego więzienia, odebrał w piątek w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej statuetkę za obronę wolności słowa. Krótko po uwięzieniu go przez władze w Mińsku przyznało mu ją Światowe Stowarzyszenie Mediów Polonijnych, którego przedstawiciele wzięli udział w piątkowym spotkaniu. PAP była powiernikiem tej nagrody.

yb/ just/ kj/ dafa/

O Autorze

PAP Redaktor

© PowiemPolsce.pl

Miejsca Polaków na świecie

Miejsca Polaków na świecie

Zapisz się do newslettera

Jesteś tutaj