Wybierz kontynent

Ekspert: Polska może przystąpić do programu Nuclear Sharing

Stany Zjednoczone są otwarte na wejście Polski do programu Nuclear Sharing, a polskie F-35 mogą być certyfikowane do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych B61-12 - ocenił w rozmowie z PAP William Alberque, ekspert i były wysoki rangą urzędnik NATO.

Fot. Leszek Szymański

Podczas lipcowej wizyty w Waszyngtonie, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki relacjonował, że po stronie USA jest „ogromna otwartość" na dołączenie Polski do natowskiego programu Nuclear Sharing.

Podobnego zdania jest Alberque - były urzędnik NATO ds. kontroli zbrojeń, a obecnie ekspert Pacific Forum. W jego ocenie administracja prezydenta Donalda Trumpa jest otwarta na dołączenie Polski. Zastrzegł jednak, że prawdopodobnie nie oznaczałoby to rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium Polski w czasie pokoju. Bardziej prawdopodobne jest przyjęcie Polski w pośredniej formule: certyfikacji polskich F-35 do przenoszenia broni jądrowej oraz wyznaczenia niektórych polskich baz jako „rozproszonych baz operacyjnych” (Dispersed Operating Bases, DOB).

Jak wyjaśnił Alberque, koncepcja DOB zakłada, że broń jądrowa mogłaby zostać niejawnie przetransportowana do wyznaczonych baz dopiero w sytuacji zagrożenia wojną lub w jej czasie. — Nie sądzę, by w czasie pokoju znajdowały się w Polsce ładunki jądrowe — powiedział.

Ekspert wyjaśnił też, że certyfikacja samolotów F-35A oznacza w praktyce dostosowanie techniczne maszyn i przeszkolenie pilotów. Chodzi m.in. o zapewnienie, by węzły podwieszeń w komorach uzbrojenia były w stanie utrzymać i zwolnić bombę B61-12 oraz o przygotowanie okablowania i elektronicznego połączenia samolotu z natowskim systemem wyznaczania celów, a także celownika i mechanizmów zrzutu. Certyfikacja wiązałaby się również z przeszkoleniem do tej misji znacznej części pilotów polskich Sił Powietrznych.

Alberque ocenił, że w administracja Trumpa „jest dość otwarta na tę opcję”.

Ekspert podkreślił, że taka formuła ma zalety zarówno dla USA, jak i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ocenił, że z wojskowego punktu widzenia kluczowe znaczenie ma to, iloma samolotami zdolnymi do przenoszenia broni jądrowej dysponuje w danym momencie SACEUR, czyli Naczelny Dowódca Sojuszniczych Sił NATO w Europie oraz ilu pilotów jest przeszkolonych i gotowych do działania. Zwrócił uwagę, że na dostępność maszyn wpływają m.in. harmonogramy obsługi technicznej, wypadki czy choroby.

— Dostępność setek czy tysięcy dodatkowych maszyn byłaby ogromnym wsparciem dla SACEUR, a jednocześnie znacznie utrudniłaby Rosji namierzanie baz, samolotów i pilotów na wczesnym etapie kryzysu lub wojny — powiedział Alberque.

Szef BBN Grodecki 2 lipca również zdawał się sugerować takie rozwiązanie, choć odmówił podania szczegółów. Dopytywany przez PAP, czy przystąpienie do Nuclear Sharing oznaczałoby potencjalne rozmieszczenie głowic nuklearnych na terytorium Polski, minister odpowiedział — bez podawania szczegółów — że chodzi o „dołączenie do programu". Zaznaczył, że konkretna formuła „na dzisiaj nie pada", a Polska, „posiadając te F-35", ma już „możliwość przenoszenia takich zdolności”. Jego zdaniem „ciepłe przyjęcie” w Waszyngtonie i zrozumienie roli Polski na wschodniej flance sprawiają, że o dołączeniu do programu można dziś rozmawiać „bardzo otwarcie i z pozytywnym przekazem".

Prezydent Karol Nawrocki we wrześniu 2025 r., w wywiadzie dla "Faktu" stwierdził, że posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa Polaków. „Nasze doświadczenie jako wspólnoty narodowej pokazuje, że Polska nigdy nie wykorzystuje swojej broni do tego, aby atakować inne państwa: czy to swoich sąsiadów, czy inne niepodległe państwa” - wskazał Nawrocki. W ocenie prezydenta „dla bezpieczeństwa Polaków posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem”.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz w lutym, w wywiadzie dla PAP, AFP i dpa stwierdził z kolei: „Mamy Nuclear Sharing wypływający z postanowień amerykańskich, natowskich, więc w tych formatach Polska powinna odnajdywać swoje miejsce i jest gotowa do współpracy z wszystkimi państwami NATO”.

Nuclear Sharing to program NATO, w ramach którego Stany Zjednoczone rozmieszczają broń jądrową na terytoriach wybranych państw członkowskich nieposiadających własnego arsenału nuklearnego. Obecnie uczestniczą w nim Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Turcja. Chodzi o amerykańskie bomby grawitacyjne rodziny B61, które w czasie pokoju pozostają pod wyłączną kontrolą i dozorem USA. Ich ewentualne użycie wymagałoby decyzji politycznej w ramach natowskiej Grupy Planowania Nuklearnego, zgody prezydenta USA oraz państwa gospodarza; dopiero wówczas ładunki mogłyby zostać przekazane sojuszniczym samolotom podwójnego przeznaczenia.

Państwa uczestniczące zapewniają w tym układzie samoloty i przeszkolonych pilotów. Zarówno arsenał, jak i lotnictwo są obecnie modernizowane — starsze bomby zastępowane są precyzyjną wersją B61-12, a samoloty takie jak F-16 czy Tornado — myśliwcami F-35A. Według szacunków organizacji pozarządowych, m.in. Federation of American Scientists, w Europie składowanych jest ok. 100 amerykańskich bomb B61.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

osk/ ap/ js/

O Autorze

PAP Redaktor

© PowiemPolsce.pl

Miejsca Polaków na świecie

Miejsca Polaków na świecie

Zapisz się do newslettera

Jesteś tutaj