Wybierz kontynent

Gregorczyk-Abram: silne instrumentarium RPO nie może być ignorowane

Silne instrumentarium Rzecznika Praw Obywatelskich nie może być ignorowane; będę robiła wszystko, aby nie było ono ignorowane przez władzę - ktokolwiek by jej nie sprawował - powiedziała PAP Rzecznik Praw Obywatelskich mec. Sylwia Gregorczyk-Abram.

Fot. Leszek Szymański

W najbliższą środę o godz. 10.00 mec. Sylwia Gregorczyk-Abram złoży przed Sejmem ślubowanie, uroczyście obejmując stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Po zyskaniu poparcia większości posłów i posłanek oraz pozytywnej decyzji Senatu adwokatka zastąpi na stanowisku RPO prof. Marcina Wiącka, którego kadencja dobiegła końca.

PAP: Dlaczego zdecydowała się pani kandydować na RPO?

Mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, Rzecznik Praw Obywatelskich: Ponad 20 lat zajmuję się ochroną praw człowieka - jako adwokatka i jako aktywistka. Każdego dnia spotykałam się z ludźmi, których państwo zawiodło, którzy zderzali się z objętością instytucji, których godność przesłaniały procedury. Uznałam, że właśnie stanowisko RPO pozwoli mi na to, by zaangażować się mocniej i bardziej systemowo w ochronę praw człowieka.

RPO pełni urząd w imieniu obywateli - to jest potężny mandat i potężna legitymacja do tego, by stać na straży tego, aby państwo od ochrony praw i wolności obywateli nie odchodziło.

Konstytucja daje rzecznikowi konkretne narzędzia, z którymi można krok po kroku naprawiać różne niedoskonałości systemu, w odpowiedni sposób reagować w sytuacji zderzenia obywatela z państwem, czy zaniedbań różnych instytucji. To m.in. możliwość żądania wszczęcia spraw z urzędu, przystępowanie do postępowań, nadzwyczajne środki zaskarżenia w sprawach cywilnych, karnych czy administracyjnych, żądanie wszczęcia postępowań administracyjnych, wyjaśnień od każdego z organów, wystąpienia generalne.

Tak silne instrumentarium nie może być ignorowane. I będę robiła wszystko, aby nie było ono ignorowane przez władzę, ktokolwiek by tej władzy oczywiście nie sprawował.

PAP: Kadencja każdego RPO jest w pewien sposób definiowana przez okoliczności sprawowania tego urzędu. W przypadku prof. Adama Bodnara była to kwestia praworządności, prof. Marcina Wiącka – kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej i uchodźców z Ukrainy. Co może być tym wielkim tematem w czasie pani kadencji?

S.G.-A.: Te kwestie są aktualne. Oczywiście nie mamy tak głębokiego kryzysu praworządności jak kilka lat temu, jesteśmy w procesie jej odbudowywania, ale to wciąż jedno z największych wyzwań. Podobnie jak sytuacja na granicy polsko-białoruskiej i gwarancje z tym związane, kwestie, które punktował profesor Wiącek, między innymi te związane z procedurą składania wniosków o ochronę międzynarodową nadal są aktualne. Na pewno Biuro RPO będzie się tymi kwestiami zajmować. Nie chciałabym przewidywać, jakie będzie moje największe wyzwanie. Jestem gotowa na każde.

PAP: Urząd RPO opisany jest w Konstytucji i ustawie, wiemy, po co jest i w jakich ramach działa. Ale historia tego stanowiska pokazuje, że wiele zależy też od osobowości i światopoglądu rzecznika.

S.G.-A.: Od światopoglądu chyba jednak nie. A na pewno zrobię wszystko, żeby tak nie było. Ja swój światopogląd, swoje poglądy i wcześniejsze zaangażowanie z momentem złożenia ślubowania, a w zasadzie już, chowam głęboko do szuflady. Interesuje mnie tylko konstytucja i dobro obywateli. Żadne moje wcześniejsze wypowiedzi czy działania na pewno nie będą miały wpływu na to, w jaki sposób będę wykonywała ten urząd.

Z pewnością każdy rzecznik szuka własnego stylu. Ja też tego stylu, między innymi komunikacji, będę poszukiwać.

Kluczowa będzie dla mnie komunikacja z obywatelami. Chciałabym, żeby wiedzieli, czym się Biuro RPO zajmuje. Zawsze prowadziłam komunikację blisko obywatela i chciałabym ten model przenieść do tego urzędu.

PAP: Jak rozumieć tę deklarację, że poglądy chowa teraz pani to szuflady?

S.G.-A.: Rzecznik powinien tak wykonywać i tak komunikować swoje działania, żeby żaden obywatel nie miał wątpliwości, że jest to działanie niezależne. I jest to działanie dla dobra obywateli, nie dla dobra konkretnej partii politycznej czy ugrupowania politycznego.

Ale oczywiście zabieram ze sobą do Biura RPO całe swoje doświadczenie zarówno zawodowe jak i aktywistyczne, ono jest bardzo cenne. Tylko tym „genem aktywistki” muszę umiejętnie gospodarować, rozumiejąc nowe wyzwania i swoją nową rolę.

PAP: Profesor Ewa Łętowska, pierwsza RPO, powiedziała kiedyś, że „Rzecznik Praw Obywatelskich nie ma kłów, ani pazurów, ale trochę się go bać muszą”. Kto miałby się bać rzecznika, kiedy pani nim będzie?

S.G.-A.: Są też eseje prof. Łętowskiej, wydane już po zakończeniu kadencji, w których napisała, że rzecznik musi mieć chłodną głowę i mocne żebra. Chłodną głowę, czyli nie kierować się emocjami. Mocne żebra, bo pewnie tych kuksańców po drodze z różnych stron będzie trochę.

Na pewno ważna jest kwestia szacunku do autorytetu urzędu i tego, kogo rzecznik reprezentuje, czyli szacunku do obywatela. RPO powinien być tym urzędem, którego stanowisko jest absolutnie brane pod uwagę przez każdą władzę; stanowiskiem, którego nie wolno ignorować, z którym trzeba rozmawiać, bo reprezentuje interesy wszystkich obywateli.

PAP: W Sejmie wskazała pani priorytety dla RPO, m.in. wymiar sprawiedliwości, praworządność, nowe technologie, osoby z niepełnosprawnościami. Czy da się tak wiele tak dużych obszarów skutecznie objąć działaniami?

S.A.-G.: Lista tych priorytetów była stworzona na podstawie moich wielogodzinnych rozmów z organizacjami pozarządowymi, mieszkańcami, obywatelami. I jest ich jeszcze więcej niż te wymienione w przemówieniu. Rzecznik po prostu musi mieć zdolność zajmowania się tymi wszystkimi obszarami jednocześnie.

PAP: Zespół RPO to ok. 300 pracowników i roczny budżet wynoszący ok. 90 mln zł. To wystarczające zasoby na skuteczne działanie?

S.G.-A.: Dotychczasowy RPO, prof. Marcin Wiącek, ale też chyba wszyscy rzecznicy, zawsze sygnalizowali, że budżet biura jest za niski. Będę zabiegać o zwiększenie tego budżetu, zarówno na wynagrodzenia dla pracowników, jak i stworzenie dodatkowych delegatur Biura RPO w terenie, co jest koniecznością.

We wschodniej Polsce nie ma żadnej delegatury. To zaniedbanie, na które poprzedni rzecznicy również zwracali uwagę. Obywatel musi czuć, że to jest urząd blisko niego. Jeżeli w Polsce wschodniej nie ma tej delegatury, to nie ma takiego poczucia.

PAP: RPO może kierować wnioski do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności danych przepisów z Konstytucją albo ustawami. Czy zamierza pani korzystać z tej możliwości?

S.G.-A.: Prof. Wiącek zwracał uwagę, że Biuro rzecznika w niezwykle skąpym zakresie korzystało z możliwości występowania przy Trybunałem Konstytucyjnym z uwagi na jego systemową wadę, stwierdzaną w szeregu wyroków, Sądu Najwyższego, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Żeby skutecznie reprezentować obywateli, trzeba mieć organ sądowy, który spełnia wszystkie przymioty przyznawane mu przez Konstytucję.

Trybunał Konstytucyjny w obecnym składzie tych przymiotów nie wypełnia, ale wierzę, że jesteśmy na dobrej drodze do odbudowania TK i przywrócenia mu wszystkich atrybutów, które Konstytucja na niego nakłada. Nie skreślam więc możliwości występowania przed trybunałem w przyszłości.

PAP: Przed wyborem na stanowisko RPO powiedziała pani: „Obecnie mamy do czynienia z tworzeniem kolejnej „figury wroga”, wymierzonej w dzieci i młodzież uchodźczą z Ukrainy, co przypomina wcześniejsze ataki na społeczność LGBT czy kobiety. RPO musi stawiać czynny opór nienawiści, która zatruwa relacje rówieśnicze w szkolnych ławach”. Jak zamierza pani to realizować?

S.G.-A.: Jest kilka narzędzi w rękach RPO, związanych chociażby ze ściganiem przestępstw motywowanych nienawiścią na tle narodowościowym. Może i powinien pytać organy ścigania na przykład o to w jaki sposób badają motywację sprawcy, która w tego rodzaju przestępstwach jest kluczowa. Rzecznik tam, gdzie może, powinien pokazywać, że jest to urząd dla każdego. A jeżeli jakaś grupa jest szczególnie atakowana, to powinna mieć wsparcie.

PAP: W „Gazecie Wyborczej” mówiła pani, że rozmawiała z organizacjami pozarządowymi m.in. o dekryminalizacji pomocnictwa w aborcji. „Nie będę od tego tematu uciekać” – to pani deklaracja. Co to znaczy?

S.G.-A.: To oznacza, że rzecznik także w tym, jak i w innych przypadkach może i powinien wskazywać na standardy międzynarodowe w tym zakresie, jak chociażby orzeczenia Komitetu Praw Człowieka ONZ czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wskazują one, że takie rozwiązania jakie obecnie funkcjonują na gruncie polskiego prawa mogą naruszać prawo do prywatności, ale także prawo do wolności od nieludzkiego i poniżającego traktowania, jak również prawo do równości i niedyskryminacji.

PAP: W Senacie postawiła pani mocną kontrę, gdy jeden z senatorów zaczął pytać o „ideologię LGBT”.

S.G.-A.: Powiedziałam, że nie ma czegoś takiego jak „ideologia LGBT”, bo uznałam, że trzeba stanowczo zareagować - nie mogłam też pozwolić, by w jakimś kontekście własnej wypowiedzi powielać teorię rzekomej ideologii LGBT.

Spędziłam wiele godzin na rozmowach z organizacjami i przedstawicielami społeczności LGBT. Rozmawialiśmy o tym, jak fragmentaryczny jest system jej ochrony. Np. w przepisach dotyczących przestępstw motywowanych nienawiścią nadal nie mamy przesłanki dotyczącej tożsamości seksualnej. Jest też cały bardzo ważny obszar dotyczący kwestii uzgodnienia płci, który wymaga poprawy. Choć od jakiegoś czasu postępowania te toczą się w trybie nieprocesowym i nie ma już konieczności pozywania własnych rodziców, to jednak polskie rozwiązania nadal odbiegają od standardów międzynarodowych.

PAP: Kierowała pani komisją ds. wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015-2023. Jej prace skończyły się w czerwcu br., powstał wielki raport i rekomendacje dla różnych instytucji. Czy w pani ocenie zadziała się dzięki temu jakaś sprawiedliwość względem obywateli, którzy doznali w tamtym okresie krzywd?

S.G.-A.: Komisja była pomysłem prof. Adama Bodnara, który w momencie powołania Komisji pełnił funkcję Ministra Sprawiedliwości. Opisaliśmy szereg instrumentów represji i stworzyliśmy rekomendacje na przyszłość dla wielu obszarów. Komisja jednak nie miała żadnych narzędzi, które mogłoby zadość uczynić jakiekolwiek krzywdy. To należy już do państwa, a zadaniem komisji było zmapowanie obszarów, gdzie ta krzywda się wydarzyła.

Raport ma ponad 1600 stron. Mam nadzieję, że niebawem każdy będzie mógł się zapoznać z jego całością - z poszczególnymi przypadkami represji, wiedzą o konkretnych osobach odpowiedzialnych za nie, a także z rekomendacjami, które są z kolei wyzwaniem dla rządu. Decyzja o publikacji należy do KPRM, zakładam, że w porozumieniu z Ministerstwem Sprawiedliwości, który było administracyjnym wsparciem Komisji.

Znajdują się też w nim odpowiedzi poszczególnych ministerstw, ponieważ rekomendacje zostały wysłane wcześniej do resortów z pytaniem o możliwość ich wprowadzenia. Każdy będzie mógł się więc przekonać, w jaki sposób rząd jest gotowy odpowiedzieć na wyzwania, które przed nimi komisja stworzyła.

Kawał potężnej pracy. Nie tylko archiwalnej. Zawsze uważałam, że spisanie tej mapy naruszeń ma ogromne znaczenie. Jednak dla mnie najważniejsze jest, jak zareaguje państwo.

PAP: Po czym obywatele będą mogli poznać, że jest pani skuteczna?

S.G.-A.: Po reakcji władzy na podejmowane przeze mnie działania. Po tym, jak bardzo jestem w stanie skłonić organy, które naruszają prawa i wolności obywateli do zmiany swojej praktyki.

PAP: Ślubowanie przed Sejmem w środę o godz. 10.

S.G.-A.: To dla mnie bardzo podniosły moment. A potem prosto do biura.

Rozmawiała Anita Karwowska (PAP)

akar/ mro/

O Autorze

PAP Redaktor

© PowiemPolsce.pl

Miejsca Polaków na świecie

Miejsca Polaków na świecie

Zapisz się do newslettera

Jesteś tutaj