Kiedy mamy do czynienia z próbą przywrócenia demokracji, pewne środki, które w innej sytuacji byłyby trudne do zaakceptowania, mogą zostać uznane za dopuszczalne - ocenił w rozmowie z PAP Janos Mecs, ekspert ds. prawa konstytucyjnego węgierskiej organizacji TASZ, komentując ostatnie decyzje węgierskich władz.
Węgierski parlament przyjął 13 lipca poprawkę do konstytucji, która przewidywała m.in. usunięcie prezydenta Tamasa Sulyoka, wybranego w 2024 r. głosami Fideszu. Nowelizacja ograniczyła też m.in. liczbę kadencji posłów do trzech oraz maksymalny wiek sędziów Trybunału Konstytucyjnego do 70 lat.
Na podstawie tej poprawki doszło już do wymiany jednego sędziego TK, którego w poniedziałek zastąpił Pal Sonnevend. Kandydaturę przegłosowano dwa dni po jej ogłoszeniu, co spotkało się z krytyką organizacji pozarządowych, zwracających uwagę na szybkość podjęcia decyzji.
- Sytuacja na Węgrzech jest obecnie wyjątkowa. Społeczeństwo wyraziło w wyborach potrzebę zmiany nie tylko rządu, ale całego systemu politycznego i konstytucyjnego, który utrzymywał się przez ostatnich 16 lat. Wszystkie zmiany muszą być zatem postrzegane w kontekście transformacji demokratycznej - zaznaczył rozmówca PAP. - To umożliwia specjalne środki, które w innej sytuacji nie byłyby akceptowalne - dodał Mecs.
- Kończenie kadencji (urzędników) może być akceptowane, ale środki te muszą być, oczywiście, proporcjonalne, a rząd musi uzasadnić, że są konieczne dla przywrócenia demokracji - zaznaczył ekspert.
- Zakończenie mandatu byłego prezydenta Sulyoka jest jednym z takich środków. Istota tego działania jest słuszna, jednak ważna jest też procedura. To, na co w TASZ zwracamy uwagę, to to, że procedura musi być przejrzysta i przemyślana. Nowelizując konstytucję, należy przedstawić wyczerpujące wyjaśnienie, zwracając m.in. uwagę na to, dlaczego prezydent musiał być usunięty - podkreślił Mecs.
Zauważył, że „procedura w tym przypadku niestety nie spełniła tych standardów”. - Pewne konsultacje przeprowadzono, jednak nie były dość wyczerpujące. Sulyok nie miał też okazji do zaprezentowania swojego stanowiska, np. przed parlamentem - powiedział ekspert.
- Innym krytykowanym przez nas elementem było wprowadzenie limitu kadencji członków parlamentu. Tisza obiecała dwufazowy proces zmian w konstytucji. W pierwszej fazie miały zostać zawarte wszystkie sprawy pilne, w drugiej - szeroka nowelizacja ustawy zasadniczej. Sprawa limitów nie jest pilna i mogła zaczekać. Jedna partia polityczna zakazała w istocie ubiegania się o mandat poselski większości deputowanych innej partii, co jest kwestią bardzo wrażliwą, która nie powinna być przyjmowana tak pochopnie - ocenił rozmówca PAP.
Komentując zarzuty dotyczące tego, że rząd Petera Magyara nadużywa posiadanej w parlamencie większości konstytucyjnej, Mecs zaznaczył, że „jest za wcześnie, by ocenić, czy rząd nadużywa władzy”.
- Podjęto jednak pewne decyzje, które wymagały szerszych konsultacji. Rząd nie wykazał się samoograniczeniem w przypadkach, które były niezbędne do ściągnięcia do kraju funduszy unijnych i przywracania na Węgrzech demokracji. Nie oznacza to, że władza jest poważnie nadużywana, ale na pewno musimy mieć tę kwestię na uwadze - zwrócił uwagę ekspert TASZ.
Komentując sam wybór na sędziego TK Sonnevenda, zaznaczył, że to „świetny kandydat oraz niezależny prawnik, szanowany w kręgach akademickich”. - Nikt nie podważa tej decyzji. To bardzo obiecujący krok na drodze do odbudowy Trybunału Konstytucyjnego. Procedura jednak znów była zbyt pochopna - podsumował rozmówca PAP.
Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ rtt/


PAP
29.07.2026 / 09:00