Prezes Białoruskiego Domu w Warszawie Aleś Zarembiuk powiedział w rozmowie z PAP, że dla Białorusinów, ale także Polaków mieszkających bądź udających się do Białorusi, wpisanie strony PAP na listę treści ekstremistycznych przez władzę w Mińsku daje białoruskiemu reżimowi kolejny pretekst do aresztowań.
- Na przykład, jeżeli osoba, Białorusin lub nawet Polak, czy Polak z polskim paszportem, który na ruchu bezwizowym chce przyjechać, powiedzmy, z Lublina do Brześcia, czy z Białegostoku do Grodna i przy sprawdzeniu przez łukaszenkowską straż graniczną funkcjonariusze zobaczą, że wchodził on na stronę PAP-u, to teraz może to być traktowane jako pretekst do zatrzymania i doprowadzenia takiej osoby do aresztu - wyjaśnił Zarembiuk w rozmowie z PAP.
W czwartek niezależny portal Zerkalo.io poinformował, że białoruskie Ministerstwo Informacji powiadomiło, iż strona internetowa Polskiej Agencji Prasowej została wpisana na listę treści ekstremistycznych w Białorusi. Na stronie białoruskiego resortu napisano, że było to następstwem decyzji sądu rejonowego w obwodzie mohylewskim (na wschodzie Białorusi) z dnia 28 lipca.
Zarembiuk zwrócił uwagę, że do wykazu „materiałów ekstremistycznych֨” zostały wpisane także inne strony np. Białoruskiego Domu.
Opozycjonista wyjaśnił także, że Białorusini udający się do swojego kraju wiedzą, że należy mieć ze sobą drugi telefon, który będzie „czysty”.
- Kiedy chcą wyjechać na wakacje (do Białorusi) i jadą z Warszawy, czy Krakowa, czy jakiegokolwiek innego polskiego miasta, to żeby się nie narażać, mają drugi telefon, z którego nigdy, absolutnie nigdy, nie wchodzili na żadne strony wpisane do rejestru „materiałów ekstremistycznych֨” - podkreślił.
Zarembiuk, zapytany przez PAP, co grozi mieszkańcowi Białorusi, gdy wejdzie na stronę Polskiej Agencji Prasowej, wyjaśnił, że „jeżeli na przykład zalogował się pan na tę stronę, a jest pan na ulicy, czy też wychodzi z restauracji, czy kawiarni, a czytał pan wiadomości na stronie PAP-u, czy Białoruskiego Domu i zatrzymają pana zwykli milicjanci, to mogą poprosić o telefon”. Zaznaczył, że białoruskie służby mają wszelkie narzędzia, aby uzyskać dostęp do urządzenia zatrzymanego, a jeśli dana osoba odmówi, to „zostanie doprowadzona do aresztu administracyjnego, a tam już ją będą rozpracowywać lub torturować i w końcu odblokują urządzenie”. Dodał, że zatrzymanej osobie grozi proces i więzienie.
Prezes Białoruskiego Domu w Warszawie doradził, że „jeśli ktoś chce udać się do Białorusi i nie ma możliwości kupić drugiego telefonu, to po prostu trzeba wziąć swoje urządzenie i je wyzerować do poziomu ustawień fabrycznych, a dla pewności najlepiej dwa, czy trzy razy”.
Rejestr treści ekstremistycznych w Białorusi zaczęto prowadzić 18 lat temu - w 2008 roku. W lutym br. rządowe media białoruskie podawały, że na liście „materiałów ekstremistycznych” znajduje się ponad 9 tys. „obiektów”. W praktyce, jak informowało Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna, chodzi o: profile i kanały na platformach społecznościowych, książki, strony internetowe organizacji międzynarodowych, strony internetowe publikujące wykazy więźniów politycznych na Białorusi.
Dyrektor generalny PAP Marek Błoński oświadczył, że decyzję białoruskiego sądu traktuje „jako próbę ograniczenia dostępu do rzetelnej i niezależnej informacji”. „Polska Agencja Prasowa będzie nadal relacjonowała wydarzenia na Białorusi zgodnie ze standardami profesjonalnego dziennikarstwa. Ta decyzja nie zmieni naszych zasad ani sposobu pracy. Jednocześnie ze szczególną odpowiedzialnością podchodzimy do bezpieczeństwa naszych źródeł i odbiorców na Białorusi” - dodał Błoński.
Polska Agencja Prasowa jest największą agencją informacyjną w Polsce. Do jej zadań należy dostarczanie rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacji z kraju i zagranicy. PAP jest publiczną agencją prasową i w związku z tym ma obowiązek umożliwiać naczelnym organom państwa prezentowania stanowisk w kluczowych kwestiach.(PAP)
Antoni Wiśniewski-Mischal
awm/ zm/ dafa/


PAP
30.07.2026 / 19:20