Około 100 osób, Polaków, Ukraińców i Białorusinów uczestniczyło w niedzielę na placu Zamkowym w Warszawie w „Pikiecie Dobrosąsiedztwa”. Uczestnicy wydarzenia apelowali o przeciwdziałanie mowie nienawiści oraz budowanie dobrych relacji międzyludzkich w obliczu narastających napięć społecznych.
Uczestnicy pikiety, którzy zebrali się pod Kolumną Zygmunta przynieśli ze sobą flagi Polski, Ukrainy oraz wolnej Białorusi, a także transparenty wzywające do solidarności i sprzeciwu wobec agresji. Według organizatorów celem akcji było powstrzymanie „epidemii samobójczej nienawiści” oraz pokazanie, że podstawą relacji między sąsiadami powinien być wzajemny szacunek. „Pikiety Dobrosąsiedztwa” zorganizowano również w Poznaniu, Łodzi i Słupsku.
– Zależało nam, by pokazać, że ludzi rozsądnych i dążących do zgody jest więcej niż szowinistów – powiedział PAP organizator manifestacji, Dzmitry Hałko, z pochodzenia Białorusin, w przeszłości korespondent wojenny w Ukrainie, a także analityk ds. zwalczania dezinformacji. Jak podkreślił, wydarzenie przebiegło spokojnie i bez prowokacji. – Najbardziej poruszył mnie moment, gdy obok naszej pikiety przechodzili polscy żołnierze, a ich dowódca zwrócił się do mnie po ukraińsku. To pokazało symbolicznie, że ludzie są z nami, że wsparcie wciąż istnieje. Musimy wychodzić na ulice i głośno mówić o swoich prawach oraz potrzebie dobrego sąsiedztwa. Jeśli relacje polsko-ukraińskie ulegną pogorszeniu, ucierpią na tym wszyscy – zaznaczył Hałko.
Na potrzebę przełamania biernej postawy zwracali uwagę także inni uczestnicy pikiety. - Liczba zgromadzonych tu osób pokazuje, że wcale nie jesteśmy w mniejszości. Najważniejsze jest to, żebyśmy nie byli bierni. Trzeba reagować na każdą sytuację i nie stać z boku – mówiła PAP dziennikarka portalu Sestry.eu i wolontariuszka Aldona Hartwińska. Zwróciła uwagę, że wiele osób jest wstrząśniętych narastającą falą agresji wobec osób obcojęzycznych na polskich ulicach.
Nadija, wolontariuszka inicjatywy Euromaidan Warszawa powiedziała PAP, że w ostatnich tygodniach i miesiącach dało się odczuć pewne napięcie w relacjach polsko-ukraińskich. - Dlatego ta akcja jest dla nas niezwykle ważna – podkreśliła. Według niej, wydarzenie pokazało, że mimo trudniejszego klimatu, solidarność wciąż jest żywa. – Możemy tu przyjść i zobaczyć, jak wielu Polaków nas wspiera i stoi z nami ramię w ramię. Widzimy też Białorusinów, bo w końcu to Białorusin wyszedł z inicjatywą tego spotkania. Ludzie nie chcą konfliktów, chcą dobrego sąsiedztwa – dodała.
Wśród pikietujących obecni byli także mieszkańcy stolicy, zwracający uwagę symbolicznymi gestami i transparentami. Pani Hanna przyszła na plac Zamkowy okryta połączonymi ze sobą flagami Polski i Ukrainy. – Przyszłam tu z patriotycznego obowiązku. Jestem Polką i uważam, że powinniśmy żyć w zgodzie z naszymi sąsiadami. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której mowa nienawiści stanie się normą – podkreśliła w rozmowie z PAP.
Pani Joanna trzymała w rękach transparent z wymownym napisem: „Polska brunatnieje – zmyjmy hańbiącą barwę”. Jak zaznaczyła, jej obecność to sprzeciw wobec narastającej fali ksenofobii i podziałów. – Ważne jest, abyśmy w codziennym życiu nie ulegali prowokacjom, reagowali na radykalizm i nie oceniali ludzi przez pryzmat narodowości – dodała.
Niedzielna pikieta to reakcja na wydarzenia, które ostatnio miały miejsce w całej Polsce, m.in. we Wrocławiu gdzie została pobita para obywateli Ukrainy oraz w Bielsku-Białej, gdzie mężczyzna usłyszał zarzuty znieważenia trzech Ukrainek (w tym dwóch 11-latek) w autobusie miejskim oraz w Gliwicach gdzie napastnik pobił 46-letniego obywatela Ukrainy kijem bejsbolowym.
O wzroście nastrojów antyukraińskich mówi m.in. opublikowany pod koniec czerwca raport „Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami” przygotowany przez badaczkę migracji dr Olenę Babakovą i dr hab. Przemysława Sadurę, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.
O postawach antyukraińskich w internecie informował też ośrodek analityczny Res Futura, który przeanalizował blisko 520 tys. wpisów opublikowanych w mediach społecznościowych pomiędzy 1 a 31 maja 2026 r. Z ich analizy wynika, że w maju 2026 r. w polskich mediach społecznościowych drastycznie wzrosła liczba wpisów antyukraińskich, podczas gdy komentarze przychylne migrantom niemal całkowicie zniknęły, stanowiąc zaledwie jeden na tysiąc.
Roman Havryshchak (PAP)
hav/ par/


PAP
02.08.2026 / 17:20