Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan skrytykował we wtorek premiera Izraela Benjamina Netanjahu, zarzucając mu dążenie do rozlewu krwi i niestabilności w regionie. Oświadczył, że Turcja nie pozwoli na realizację jego „krwawych scenariuszy” - przekazał dziennik „Daily Sabah”.
„Widzimy, jakie krwawe scenariusze są szykowane dla naszego regionu. Z Bożą pomocą nie pozwolimy na ich realizację” – powiedział Erdogan w odniesieniu do władz Izraela. Turecki przywódca zaznaczył, że Ankara nie porzuci swoich sąsiadów tylko dlatego, że jej polityka nie podoba się – jak to określił – „mordercom, na których rękach ciąży krew niewinnych”.
„Nie wycofamy się z walki o zaprowadzenie pokoju w naszym regionie tylko dlatego, że niektórzy tego nie chcą, odczuwają niepokój lub dlatego, że krzyżujemy czyjeś plany” – powiedział.
Tom Barrack, specjalny wysłannik USA ds. Syrii i Iraku oraz ambasador w Turcji, zasugerował w piątkowym wywiadzie z działającym w sieci Mario Nawfalem, że izraelscy przywódcy „prowokowali” Turcję do konfliktu w celach wyborczych, atakując lotnisko w Syrii, gdzie – według Izraela – Ankara miała rozmieścić swoje oddziały. - Jedna z teorii zakłada, że po prostu prowokowali Turcję; to bardzo agresywne, ale być może dobrze odebrane w kontekście wyborczym posunięcie – ocenił Barrack.
Wybory parlamentarne w Izraelu mają się odbyć 27 października bieżącego roku.
Izrael przeprowadził naloty na bazę lotniczą Abu al-Dhuhur w Syrii 18 sierpnia. Baza, położona ok. 70 km od granicy z Turcją, jest nieczynna od 2013 roku. Według źródła wojskowego od obalenia autorytarnego prezydenta Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku obiekt służy nowej armii syryjskiej jako ośrodek szkoleniowy.
Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ wr/


PAP
26.08.2026 / 06:40